4 lata. Tyle przyszło nam czekać na najbardziej oczekiwany longplej od czasu informacji o rozpadzie Brudnych Serc. Mowa oczywiście o drugim projekcie duetu LaikIke1/Młodzik. Po 6 latach od debiutanckiej EPki "Bybzi Bybzi" panowie powrócili i co tu dużo mówić wyprzedzili polski rap.
Nie da się porównać "Milczmena" do żadnej innej rodzimej produkcji. Osoby, które oczekiwały prostszych tekstów w stylu epki z 2006 z pewnością się rozczarują. Laik rzuca w kierunku słuchacza masę metafor i konceptów, które przy pierwszym odsłuchu mogą wydać się przekombinowane, a wręcz trącać grafomanią. Nie ma mowy jednak o braku sensu w linijkach ("Jak nie rozumiesz ja cię nie nauczę słuchać" c'nie), każdy, DOSŁOWNIE KAŻDY dwu wers jest starannie przemyślany i możliwy do zrozumienia. Wystarczy przesłuchać raz jeszcze, zastanowić się, pomyśleć, a wszystko zaczynie składać się w całość. Ja wiem, że mało kto w Polsce sili się na coś takiego, ale czy to źle, że MC zmusza słuchacza do dotarcia do tego, co miał do przekazania, a nie podają mu wszystko na tacy? Skutkuje to tym, że "Milczmen Screamdustry" niespecjalnie nadaje się do słuchania w tle wykonywania codziennych czynności, ale z pewnością szybko odbiorcy nie znudzi.
Lirycznie raper z Bogatyni wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności. Chylę czoła za pomysły na kawałki. 2 tytułowe numery zgrabnie łączą się w jeden storytelling, "Napad na Babel" jest świetnym przedstawieniem wspinania się na szczyt sceny, "?" zupełnie zaskakuje słuchacza (nie będę spoilerował), a "Folwark Zwierzęcy" od czasu wypuszczenia do sieci wciąż jest najlepszym konceptem, jaki słyszałem w naszym kraju. W dodatku LaikIke1 jest obecnie ścisłą czołówką w nawarstwianiu rymów. Raper z łatwością wypluwa z siebie pięcio-/sześcio-/siedmiokrotne ("Chudy jak Mike Skinner, kładę tłuszcz na podkład,/wczuty jak w rodzinę, chwalę brud jak Bonhart"). Skomplikowana forma nie ma na szczęście negatywnego odbicia w treści albumu. Często spotkałem się z opiniami, że Laik jest przeciętniakiem pod względem płynięcia po bicie. Nie mogę się z tym zgodzić. Flow nie wypierdala z butów, ale w żadnym wypadku nie jest jego słabą stroną. Wkurwienie ("Da Bad Man Riddim"), świetnie akcentowanie ("Folwark Zwierzęcy"), zmiana nawijki ("Napad na Babel") - to wszystko usłyszymy podczas naszej przygody z "Milczmenem".
Ten album to jednak nie tylko LaikIke1. Produkcje Młodzika wprowadzają niezwykły klimat. Brud aż wylewa się z głośników. Dobrze pocięte sample, mocne bębny itd. - wszystko jest na swoim miejscu. Jest to najlepszy dowód na to, że nie trzeba lecieć w nowoczesne brzmienia, czy kupować bity ze Stanów. Można zrobić coś klasycznie, nie będąc setną kopią nudnych boom-bapów, klepanych do wyrzygania przez beatmakerów wannabe Returners. Na spropsowanie zasługuje również DJ Prox. Skrecze i cuty pojawiają się dosyć rzadko, ale stoją na co najmniej bardzo dobrym poziomie. Wreszcie nie są to te same wersy z Molesty czy Hemp Gru, jakich pełno na podziemnych produkcjach. Odpowiedzialny za mastering Puzzel dokonał z brzmieniem rzeczy praktycznie niemożliwych. Sprawił, że zwykle średnie pod względem jakości nagrania, wokale Laika brzmią dobrze na każdym sprzęcie. Chwała mu za to, nawet jeśli było to jedną z przyczyn wielokrotnie przekładanej premiery.
Powyższy opis sugeruje, że mamy do czynienia z płytą genialną, swoistym opus magnum polskiego undergroundu. Tak jednak nie jest. "Milczmen Screamdustry" ma swoje wady. Niedostrzeganie tego jest jednoznaczne z przyznaniem się do posiadania częstej w kręgach niedzielnych słuchaczy hip-hopu przypadłości zwanej "chujem w uchu". Laikowi dość często zdarza się nawinąć coś niedbale, wręcz niezrozumiale. W połączeniu z używanymi przez niego wielokrotnie angielskimi wstawkami, nazwami własnymi, czy wyrażeniami ze slangu, 100% pewność co do niektórych wersów będę miał dopiero po opublikowaniu oficjalnych tekstów. Słabych linijek jest bardzo mało (najbardziej przeszkadza mi ta z dendrofilem). Są to jednak tylko drobnostki, nie mające większego wpływu na odbiór całości.
"Milczmen Screamdustry" z pewnością nie trafi do przeciętnego słuchacza rapu. Nigdy nie pojawi się na OLIS, a nakład zamknie się w okolicy 1000 egzemplarzy. Nie da się jednak obwiniać autorów za głupotę odbiorców. Powinniśmy pogratulować im stworzenia albumu, do którego z równie dużą przyjemnością wrócimy po raz 5 jak po raz 500, za każdym razem odnajdując coś nowego. Mam tylko nadzieję, że duet LaikIke1/Młodzik nie składa broni tak łatwo i jeszcze nieraz da o sobie znać.
Ocena 9/10